Żałoba i niezakończona żałoba: stracić, nie tracąc siebie? (cz. 1)

Strata i żałoba są nierozłączną częścią życia. 

Żałoba to złożony proces, przez który każdy z nas przechodzi indywidualnie. Życie każdego z nas przeplatane jest różnymi doświadczeniami. Wchodzimy w nowe etapy życiowe, nawiązujemy nowe relacje, zdobywamy nowe umiejętności, jednym słowem zyskujemy. W życiu nieustannie też tracimy. Zdarza się nam strata pracy, sprawności i młodości, dzieci wyrastają. Jako rodzice przeżywamy „syndrom pustego gniazda”, tracimy bliskich.

Paradoksalnie jedną z pierwszych utrat są narodziny. Jest w tym akt życia, pojawienia się na świecie i jednocześnie utraty wewnętrznego środowiska matczynego. Akt narodzin sprawia, że dziecko i matka na poziomie fizycznym są oddzielnie.  Ale dla dziecka matka w pierwszych miesiącach życia nie istnieje jako oddzielna osoba. Ta umiejętność kształtuje się około 6. miesiąca życia. To ważny etap budowania u dziecka odrębności, między nim a światem zewnętrznym, nim a matką.  To czas rozwijania możliwości znoszenia nieobecności opiekuna, integrowania miłości i złości przeżywanej w stosunku do jednej osoby. Te osiągnięcia rozwojowe pomogą nam w dorosłości radzić sobie ze stratami.  Jeśli coś w tym czasie zakłóciło rozwój dziecka, to w życiu dorosłym straty mogą być  przeżywane bardziej boleśnie i długotrwale. To wszystko wpływa też na sposób w jaki przechodzimy później żałobę.

Czym właściwie jest żałoba i dlaczego wymaga czasu

Żałoba to naturalna reakcja na utratę bliskiej osoby.  Ta utrata sprawia, że świat staje się opustoszały, umniejszony. Jest trwającym przez pewien czas procesem radzenia sobie z brakiem. Wyobraźmy sobie, że tracimy osobę, z którą stworzyliśmy więź. Byliśmy zaangażowani w tę relację, ulokowaliśmy tam swoje pragnienia, miłość (libido). Gdy osoba już nie istnieje, psychika staje przed trudnym zadaniem wycofania miłości, zaangażowania. To wygaszanie budzi opór, bo człowiek niechętnie opuszcza swoje miłosne stanowisko. Dlatego w żałobie przeplatają się uczucia smutku z buntem, niezgodą. Ze złością na osobę, która odeszła. Żałoba jest procesem jakby” odrywania libido”,  wygaszania tej energii.  Uznania osoby za zmarłą a samemu pozostaniu przy życiu. Żałoba w końcu jest rozstaniem.

Przykład niezakłóconego przebiegu żałoby

Aby zrozumieć, jak może w sposób niezakłócony przebiegać żałoba, wyobraźmy sobie Panią M. – kobietę żywiołowa i energiczną. Ma w życiu wiele zainteresowań, ciekawą pasjonującą pracę, grono przyjaciół. Jednak po śmierci mamy stała się smutna, zamknięta, wycofana. Wszystko, co sprawiało dotychczas przyjemność, co było ciekawe, straciło swój koloryt. Pani M. stała się jakby nieobecna. Jej myśli były przy matce, wspominała, oglądała zdjęcia. Czuła się opuszczona, smutna i zła, że straciła kogoś tak bliskiego. Z czasem te bolesne uczucia jakby straciły na swojej mocy, a Pani M. poczuła chęć do życia.

Dlaczego nie niepokoimy się i nie dziwimy się temu, co przeżywała Pani M.? Bo przechodzi naturalnie proces żałoby.

Niezakończona żałoba – co się dzieje, kiedy ktoś nie może się rozstać?

Gdyby Pani M. nie dopuściła do siebie uczuć, mogłaby się tak wewnętrznie nie rozstać ze swoją mamą. Być może wtedy zanurzyłaby się w niekończącej się nostalgii, tęsknocie i smutku. W pewnym sensie nie mogłaby żyć swoim życiem – to właśnie jest niezakończona żałoba. Może zgłosiłaby się na psychoterapię, by sobie pomóc.

Zapraszam do kolejnego artykułu, w którym przybliżę problematykę depresyjną, w których utraty nie są takie konkretne jak w przypadku żałoby

Pisząc artykuł, korzystałam z pracy S. Freuda z 1917 r. „Żałoba i melancholia”
Przykład jest wymyślony, by zobrazować problematykę.

żałoba psychoterapia ursynów sylwia wieczorek
Napisała Sylwia Wieczorek

Rosan Harmens

Złość i miłość – czy mogą iść w parze?

Złość nie zawsze jest widoczna na pierwszy rzut oka. W tym tekście opiszę Wam, jak może uzewnętrznić się złość i czego może dotyczyć.

Czasem spotkamy osoby, które są przygnębione i wycofane z życia, choć nie straciły nikogo bliskiego. Patrząc stereotypowo, możemy pomyśleć „coś go / ją gryzie od środka, jest taki depresyjny / taka depresyjna„.

Ukryta złość, czyli przykład Pani Y

Wyobraźmy sobie Panią Y. Zdawać by się mogło, że zewnętrznie Pani Y ma w miarę ustabilizowane życie. Pracę, dom, męża. Ale jest przygnębiona, zniechęcona, apatyczna, cierpi na bezsenność. Gdy pytamy ją samą, „jak myślisz, co się dzieje?„, nie uzyskujemy jasnej odpowiedzi. Pani Y nie wie, dlaczego tak się czuje. Nikogo nie straciła, nikt nie umarł, a ona jest taka przygnębiona.

Odpowiedź jest ukryta. To, co się dzieje z Panią Y, jest nieświadomym procesem. Słyszymy od Pani Y szereg skarg i wyrzutów wobec siebie. Jest okropna, nieczuła, opuszczająca, chłodna . To niekończąca się lista najgorszych epitetów pod własnym adresem. Nie trzeba chyba dodawać, że Pani Y myśląc o sobie w taki sposób, przeżywa poczucie winy i spodziewa się krytyki.

Natura ludzka jest różna, mamy różne odsłony, doświadczamy różnych uczuć. Ale nie czujemy u Pani Y tej ambiwalencji, a głównie surowość wobec siebie. Co ciekawe, Pani Y siebie dewaluowała, zaś męża „wynosiła na piedestał”. Z czasem można by było odkryć, że wcale takim ideałem nie był. A zarzuty Pani Y wobec siebie były efektem jej złości wobec męża.

Złość a superego

Gdy ktoś nas zawiódł czy zranił, to naturalne uczucie to żal, złość na tą osobę. W depresji to się nie dzieje. Złość łączy się z instancją, którą każdy z nas ma. To „moralizujący”, nasze sumienie – w języku psychoanalizy nazwane superego. Pod wpływem złości, która się tak gromadzi, superego jest zasilane, staje się surowe i karzące. Zaczyna się srożyć przeciwko „ja”. To sprawia, że osoba czuje się wyjałowiona ze wszystkiego co dobre, pusta, nieatrakcyjna, tak jak Pani Y.

Wydaje się to trochę dziwne, że ktoś może się złościć na siebie, szkodzić sobie i jednocześnie przy tym trwać.  Są tu ukryte nieświadome korzyści. Gdy czujemy złość, możemy mieć lęk, że ona zagraża miłosnym uczuciom. Pani Y wycofała złość do siebie, próbując chronić relacje i miłosny związek ze swoim mężem przed rozczarowaniem, zawodem. W ten sposób chroniła dobry obraz swego męża. Nie chciała stracić tego idealnego wyobrażenia. Pani Y poczuła ulgę też dlatego, że nagromadzona w niej złość znalazła ujście. Na poziomie nieświadomym utożsamiła się z mężem – karząc siebie, karała również jego. Przy tych nieświadomych korzyściach są też wyraźne szkody, bo Pani Y też cierpiała.

Psychoterapia pomaga w uświadamianiu tego, co czujemy i dlaczego. Pomaga integrować i akceptować różne uczucia, różne strony siebie i innych. Dzięki temu świat staje się bardziej zrozumiały,  a relacje zdrowsze.

Pisząc artykuł korzystałam z pracy S. Freuda z 1917 r. „Żałoba i melancholia”.

Przykład jest wymyślony, aby zobrazować problematykę.

Pomagam w pogłębianiu refleksji i ciekawości siebie. Większa świadomość siebie i zrozumienie przyczyn trudności emocjonalnych stwarza możliwości do zmian. Zapraszam na psychoterapię indywidualną Sylwia Wieczorek
Napisała Sylwia Wieczorek.

Dayne Topkin

 

Świąteczne emocje pod lupą

Świąteczne emocje – dlaczego o nich mówimy? Święta nazwałabym czasem „podwójnie emocjonalnym”. Z jednej strony niosą ze sobą poruszenie i pewną magię. Wyjątkową atmosferę wzmagają świąteczne reklamy i nasze marzenia o tym, jaki to może być czas. Z drugiej strony święta prowokują wiele przeżyć, przed którymi w codziennym życiu intensywnie uciekamy.

Na co dzień rzucamy się w wir pracy lub obowiązków po to, by nie musieć myśleć o sobie ani przykrych uczuciach. W święta ten mechanizm obronny jest znacznie utrudniony. Nic dziwnego, że okres przedświąteczny jest terminem, w którym wiele osób zgłasza się na swoją pierwszą konsultację do terapeuty lub podejmuje decyzję o podjęciu psychoterapii.

Trudne świąteczne emocje – skąd się biorą? 

Święta to czas zatrzymania. Gdy już zatrzymamy się w przedświątecznym pędzie, gdy już nigdzie nie trzeba się spieszyć, wtedy dochodzą do nas przeróżne uczucia – również i te nieprzyjemne.

Ci, którzy odeszli

Właśnie w święta najbardziej odczuwamy brak osób, których już z nami nie ma z różnych powodów. Jest to często bardzo bolesna i bezlitosna konfrontacja z rzeczywistością. Gdy umiera ktoś bliski, możemy, nie godząc się na utratę, uciec się do zaprzeczenia. Wymazujemy ten fakt i uczucia ze świadomości. Próbujemy nie myśleć o tej stracie albo fantazjować, że bliski wyjechał gdzieś daleko. W święta trudno podtrzymać tę iluzję. Gdy ukochana osoba nie zasiada z nami przy wigilijnym stole, wtedy naprawdę czujemy jej brak…

Świeżo po rozstaniu

Gdy związek, w którym byliśmy, rozpadł się, w święta możemy czuć ponowny zalew różnych emocji związanych z rozstaniem. Obudzą się w nas, gdy zjawimy się na wigilijnej kolacji „w innym składzie” niż zwykle. Odnajdziemy te emocje we wzroku świętujących z nami bliskich, dla których ta zmiana też będzie odczuwalna.
Gdy mamy dzieci, często dochodzą dylematy, z którym z nas, jako partnerów, dzieci mają spędzić święta. Gdy są z nami, możemy czuć ich rozdarcie, gdy ich nie ma, zmiana robi się niezaprzeczalna. Nawet jeśli do rozstania doszło z naszej inicjatywy, czas świąteczny konfrontuje z tą zmianą. Ta zmiana to konieczność odżałowania utraty marzeń, jakie kiedyś mieliśmy o związku. Musimy uporać się z tym, że sprawy nie poszły dobrze. Stajemy przed koniecznością przedefiniowania tego, kim teraz jesteśmy i dokąd zmierzamy.

Życzenia dające do myślenia

Życzenia, które składają nam bliscy, sprzyjają refleksji nad tym, w jakim miejscu w życiu teraz jesteśmy, a w jakim chcielibyśmy być.
Nasze życzenia składane innym prowokują do podsumowań, kim dla nas jest ta osoba i jak czujemy się w jej towarzystwie. Niekiedy łapiemy się na tym, (albo i nie!) i w porę gryziemy w język, by życzenia dla innych nie były życzeniową wersją tego, jak chcemy by ci inni zmienili się dla nas.

Blisko czy daleko?

W święta możemy też dobrze poczuć, czy mamy o czym ze sobą nawzajem rozmawiać przy stole. Jak dużo mówimy innym o sobie, jak blisko dopuszczamy ich do siebie? Czy rozmawiamy tylko o tym, co się wydarzyło, najlepiej w polityce, a nie w naszym życiu, czy jednak jesteśmy w stanie zdobyć się na odwagę i mówić o tym, jak się czujemy?

Trudno uciec od porównań

Czas świąt to również czas konfrontacji z trudnymi uczuciami rywalizacyjnymi. Często porównujemy się z rodzeństwem, kuzynostwem, sprawdzamy, gdzie my, a gdzie oni są w życiu, jak plasujemy się na ich tle. Rodzina może dodatkowo wzniecać taką rywalizację.

Powrót starych zachowań

Na święta przyjeżdżamy do rodziny jako dorośli ludzie. Co ciekawe – przez to, że spotykamy się wtedy z rodzicami czy innymi ważnymi osobami z naszej przeszłości, nagle reflektujemy się, że reagujemy z pozycji dziecka czy nastolatka, którym kiedyś byliśmy. Ożywają w nas nasze dziecięce stany sprzed lat. Niekiedy przyczyniają się do nich reakcje rodziców, którzy niespodziewanie traktują nas tak, jakbyśmy nigdy nie wyprowadzili się z domu.

Żale z przeszłości

W święta możemy nie spotykać się – z własnego wyboru – z bliską nam rodziną, np. z rodzicami, z którymi kontakty są dla nas zbyt bolesne. Mimo, że czujemy się na tyle dorośli, by wybrać z kim chcemy spędzić święta, żale z przeszłości mogą ponownie dojść do głosu.

Dziecięca radość

Niektórzy z nas cieszą się na święta. Odżywają w nich wtedy dobre wspomnienia z czasu, kiedy sami byli dziećmi. Jako dorośli próbują podtrzymać różne tradycje, które kultywowano w ich rodzinnym domu po to, by odtworzyć w sobie ten radosny stan sprzed lat.

Święta to czas niejednoznaczny. Świąteczne emocje to wewnętrzne radości i trudy, a także ambiwalencja.

Życzymy – Wam i sobie – abyśmy jako dorośli zatroszczyli się w tym czasie dobrze o samych siebie. Wtedy świąteczne emocje mają szanse się ustabilizować, a nasze „wewnętrzne dzieci” będą czuć więcej radości i przyjemności w tym świątecznym okresie. Wszystkiego dobrego!

 

świąteczne emocje psychoterapia ursynów Hanna Lisowska
Napisała Hanna Lisowska

Ideał – inspiracja czy hamulec?

Ideał pojawia się w naszym życiu jako siła napędowa lub coś, co spowalnia działanie. Stale doświadczamy nowych sytuacji, zdobywamy nowe umiejętności czy wchodzimy w nowe role życiowe. Ambicje połączone z pragnieniami są tą siłą, dzięki której dążymy do osiągania wyznaczonych celów.

W procesie rozwoju i uczenia się każdy z nas ma swoje wewnętrzne aspiracje, standardy, którymi się kieruje. Skąd się one biorą?

Gdy byliśmy dziećmi, pewne wymagania stawiali nam rodzice. Bez ich oczekiwań i granic nasz rozwój byłby zahamowany. Jako dorośli sami wytyczamy sobie cele. Mamy wewnętrzne wyobrażenie tego, kim chcemy być, co chcemy osiągnąć. W teoriach psychoanalitycznych te wyobrażenia nazwane są ideałem ego, idealnym ja.

Możemy zauważać pewne rozbieżności między tymi idealnymi wyobrażeniami a tym jacy jesteśmy czy jak wykonujemy daną czynność. Jeśli je akceptujemy, odczuwamy w sobie większą wewnętrzną swobodę i akceptację popełnianych błędów. Działania mogą wtedy wzbudzać naszą ciekawość, sprawiać przyjemność, rozbudzać nasze twórcze pokłady. Co się dzieje, jeśli nie ma w nas tej akceptacji? Jeśli chcemy przeskoczyć tę poprzeczkę, którą sami sobie ustawiliśmy?

Ideał – gdy chcemy go osiągnąć za wszelką cenę

W filmie  pt. „Czarny Łabędź” Darrena Aronofsky’ego poznajemy dramatyczny los bohaterki. To Nina – baletnica owładnięta wizją sukcesu i perfekcji, która płaci za to olbrzymią cenę. Nina mieszka z apodyktyczną mamą i ma jedno marzenie – chce być perfekcyjna. To pragnienie kieruje jej każdym krokiem do tego stopnia, że zatraca się w tańcu, utożsamiając się z graną postacią. Jest w stanie zrobić wszystko dla chwili bycia doskonałą. W jednym z wywiadów reżyser filmu mówi: „Z obsesji pączkuje geniusz, ale też szaleństwo”.Postać bohaterki ilustruje, co dzieje się w wewnętrznym świecie osób, które dążą do perfekcjonizmu. Taniec, który może kojarzyć się z wolnością, swobodą, ekspresją, przyjemnością, staje się chorobliwą obsesją, narzucającą presję i przynoszącą ból.

U osób, które za wszelką cenę dążą do doskonałości, rozgrywa się podobny dramat. Wysoko ustawiona poprzeczka sprawia, że nie mogą czerpać radości z tego co robią – są napięci i sfrustrowani.  Ciągle towarzyszy im ideał i pod jego presją poprawiają to, co zrobili. Wysokie standardy sprawiają, że nie potrafią docenić siebie, umniejszają swoje sukcesy. W skrajnych przypadkach wygrane są potrzebne, by uciszyć wewnętrzny głos krytyki i niezadowolenia z siebie. Sukcesy są wtedy pewnym azylem, chwilą oddechu od nakładanej sobie presji. Przegrane, potknięcia, porażki, rujnują ich świat wewnętrzny. Obawiając się błędu są zahamowani, odkładają na później zadania albo je ciągle poprawiają.  Ten bardzo surowy aspekt siebie i wyśrubowane oczekiwania często umiejscawiają w innych. To sprawia, że mogą czuć się jak w szachu. Z lęku przed krytyką wewnętrzną i zewnętrzną wycofują się do swej enklawy, często popadając w depresję.

Dlaczego dążymy do ideału?

Można zadać pytanie – dlaczego jedne osoby są bardziej surowe wobec siebieTo, jacy jesteśmy, jest pochodną wielu czynników. Rodzimy się z pewnym „wyposażeniem” temperamentu.  Nasza osobowość kształtowana jest również poprzez relacje z drugim człowiekiem. Największy wpływ na nas miały relacje z bliskimi. Rzutuje na nas to, co myśleli o nas rodzice, jak się wobec nas zachowywali, jakie mieli oczekiwania.

W teoriach psychoanalitycznych jako pierwszy zwrócił na to uwagę Zygmunt Freud. Wyodrębnił w strukturze osobowości trzy instancje. Jedna z nich to id  – zakorzeniona najgłębiej nieświadoma sfera psychiki, rodzaj zbiornika energii psychicznej i popędów. Druga to ego (ja), odpowiadająca za nasze realistyczne myślenie, odraczająca natychmiastową chęć zaspokojenie potrzeb. Można powiedzieć, że ego stopuje nasze id, szuka kompromisu między id a trzecią instancją, czyli superego.

Superego kształtuje się najpóźniej i jest pochodną wychowania. Pośrednikiem między kulturą a psychiką dziecka są jego rodzice. Przekazują dziecku wartości, normy, ideały, karzą i nagradzają. W toku wychowania dziecko uwewnętrznia te przekazy. Tworzy się „wewnętrzny cenzor” – instancja moralna, sumienie, a także „idealne ja”. To właśnie superego napiera na naszą psychikę, aby osiągnąć ideał.

Superego jest nam bardzo potrzebne – pomaga w ustanawianiu granic czy wartości. Gdy jednak jest bardzo surowe, apodyktyczne, zamiast być strażnikiem, staje się „wewnętrznym dręczycielem”.

Jednym z celów psychoterapii jest pomoc, by tego „dręczyciela” nieco odsunąć lub by złagodniał. Terapeuta pomaga inaczej spojrzeć na idealistyczne wyobrażenia pacjenta o samym sobie. Ta – dla wielu bolesna – świadomość, że nie jesteśmy doskonali, może przynieść ulgę. Wedy jest szansa na to, że w miejsce krytyki pojawi się szacunek i uznanie siebie jako wystarczająco dobrego.

 

Do stworzenia wpisu wykorzystałam artykuł „Psychologia Nieświadomości” Z. Freuda

ideał psychoterapia ursynów
Napisała Sylwia Wieczorek.

Dayne Topkin

 

Narcyzm – oblicza. Czy siebie zobaczę?

Narcyzm potocznie kojarzy nam się z osobą wyniosłą, zadufaną, pewną siebie, rozkochaną we własnym wizerunku. Czy to jednak pełny obraz narcyzmu? Ta problematyka od dawna wzbudzała zainteresowanie w podejściu psychoanalitycznym.

Inspiracją do głębszego rozumienia narcyzmu stała się mitologia grecka. To tam poznajemy losy bohatera Narcyza. Narcyz to młodzieniec, który był niezwykle piękny. Jeszcze w dzieciństwie wieszcz Tejrezjasz powiedział jego matce, że Narcyz będzie żył długo pod warunkiem, że nigdy siebie nie zobaczy.  Narcyz dorastając, wzbudzał zachwyt, zaloty innych, które jednak za każdym razem odrzucał. Podobnie było z nimfą Echo zakochaną w Narcyzie, która po odtrąceniu przez niego, nikła w oczach, aż pozostał po niej tylko głos. Bogowie karząc Narcyza za jego postawę, zwabili go podstępnie do źródła. Narcyz spojrzał na swe odbicie i zakochał się w sobie. Jedna z wersji mówi o tym, że odciął się on od świata i cierpiał z tęsknoty za samym sobą i z niemożności dotknięcia, poczucia siebie, swego piękna. Inna wersja mówi, że popełnił samobójstwo.

W kolejnym micie poznajemy inną historię. Narcyz miał siostrę bliźniaczkę, którą bardzo kochał, ale która zmarła. Wpatrując się w taflę wody i widząc swoją twarz, rozpoznawał w niej siostrę, która była do niego bardzo podobna. Nieustannie pozostawał nad źródłem, kojąc w ten sposób cierpienie. To był jego sposób na tęsknotę za siostrą – szukał pocieszenia w odbiciu. Finał był smutny, bo zmarł z wyczerpania.

narcyzm psychoterapia ursynów

Narcyzm a iluzje

Miłość własna, wewnętrzne przekonanie o swojej mądrości, niezłomności, nieskazitelności to przejawy narcyzmu. Pod aurą wyjątkowości i samozachwytu Narcyza kryje się samotność, smutek, tęsknota, niespełnienie, pewnego rodzaju pustka. Są to jednak obszary najbardziej niedostępne, ukryte pod fasadą omnipotencji.

Iluzja wszechmocy, a także miłość własna, na pewnych etapach naszego rozwoju jest szczególnie obecna i bardzo potrzebna. Ma znaczenie rozwojowe. Niemowlę jest skoncentrowane wyłącznie na sobie, na swoim ciele i płynących z niego doznaniach. W tym czasie w percepcji dziecka istnieje tylko ono, a świat dookoła jest przez nie tworzony. Na przykład, gdy dziecko czuje głód, płacze i zjawia się opiekun karmiący je, wówczas ma ono poczucie, że stworzyło matkę. Jest to iluzja omnipotencji, która w dalszym etapie rozwoju ustępuje miejsca uznaniu rzeczywistości. Dziecko nabiera świadomości, że wcale nie tworzy matki, że jest ona odrębną osobą, bez której ono nie przetrwa. To początek uznania zależności i potrzeb do drugiej osoby. To także uznanie, że druga osoba ma coś, czego nie mam, a co jest mi niezbędne. Kilkuletnie dziecko może wyobrażać sobie, że jest walecznym rycerzem, nieśmiertelnym wojownikiem mającym nadprzyrodzone moce. Życie koryguje te wyobrażenia. Jako dorośli konfrontujemy się ze swoimi ograniczeniami, wadami, brakami.  Zdajemy sobie sprawę, że coś możemy, w czymś jesteśmy dobrzy, mamy zalety, ale coś nam też się nie udaje, czegoś nie potrafimy.

Narcyzm a prawda o sobie

„Narcyz będzie żył długo pod warunkiem, że nigdy siebie nie zobaczy.” Osoby mające „rys narcystyczny” nie mogą znieść prawdy o sobie. Nie tolerują własnych porażek.  Te swoje „ciemne strony”, braki i ograniczenia, ale też potrzeby przypisują innym. Pod tym kryje się bardzo kruche poczucie wartości i duża podatność na zranienie. Takie osoby mogą nawiązywać poprawne relacje z innymi, ale nie są to głębokie więzi. Bliska relacja oparta jest na emocjonalnej wymianie, kompromisach. Ważne jest też wzajemne uznanie współzależności i poczucie wdzięczności za to, co mamy od innych. Osoby narcystyczne, gdy stoją przed możliwością czerpania od innych, są tym bardzo urażeni, zawstydzeni, czują się tym głęboko upokorzeni. Stosują więc różne strategie myślowe, by temu zaprzeczyć. Niejednokrotnie – tak jak mitologiczny Narcyz – czują tęsknotę za więzią i cierpią na samotność. Jednak, gdy mają możliwość związania się z kimś, to odrzucają te relacje, tak jak Narcyz kochającą go Echo.

Żaden z nas nie jest wolny od narcyzmu

Neville Symington zwrócił uwagę, że każdy przejawia cechy narcyzmu. Miłość do siebie, uznawanie swoich możliwości niewątpliwie są pomocne w rozwoju, w poczuciu własnej wartości.  Pewna dawka egoizmu czy egocentryzmu jest nam potrzebna. W momentach, gdy coś nam się uda, rozpiera nas duma. Możemy poczuć się na chwilę wyjątkowi, wygrani. Gdy jesteśmy chwaleni, możemy czuć, że „obrastamy w piórka”. Nikt z nas nie lubi porażek i każdy przejawia pewien stopień wrażliwości na zranienie czy krytykę.

Narcyzm – dlaczego u jednych jest nasilony, a u innych nie?

Niektórzy twierdzą, że bardzo istotną rolę w kształtowaniu osobowości pełnią czynniki środowiskowe, czyli relacje z opiekunami z wczesnego dzieciństwa. W tej wczesnej relacji dziecka i matki dzieje się wiele. Wystarczająco „dostrojona” do niemowlęcia matka sprzyja jego prawidłowemu rozwojowi.  Ta „wystarczająco dobra” mama to nie mama idealna, która nie frustruje otoczenia. To matka, która ma w miarę dobry kontakt emocjonalny z dzieckiem. Dziecko przyjęte przez mamę i mające odpowiedzi na siebie czuje, że istnieje. To stwarza jego „podwaliny” do budowania wiary w drugiego człowieka. Deficyty, traumy z tego okresu, zostawiają trwały ślad w psychice i pewną pustkę. Brak „wymiany emocjonalnej” między matką a dzieckiem czy gwałtowne lub zbyt długie rozstania to przeciążające doświadczenia dla kształtującej się psychiki dziecka. Ponowne wycofanie się do swego „wewnętrznego świata” jest dla dziecka sposobem poradzenia sobie z tym przeciążeniem. Ale jeśli ten sposób utrzymuje się w dorosłości, nie pełni on funkcji adaptacyjnych. „Wyjaławia” dorosłego z życia wewnętrznego i relacyjnego.

Scena z mitu, w której stęskniony narcyz szukał w odbiciu utraconej bliźniaczki, może symbolizować właśnie tą tęsknotę za utraconą częścią siebie, która nigdy nie była widziana przez opiekuna. Może symbolizować tęsknotę za kimś bardzo podobnym i czującym. Jednocześnie Narcyz nie mógł z nikim żywym się związać. Pragnienie zależności i naprawy jest przeplatane odrzucaniem więzi.  Dzieje się tak dlatego, że  zależność może przybliżyć tą traumę, która przez tyle lat obudowana była fortecą.

Narcyzm – przykład

Inne teorie psychoanalityczne sugerują, że czynnikiem rozwoju narcyzmu jest wrodzone tzw. „temperamentalne wyposażenie”. W każdym z nas istnieją popędy do życia i popędy śmierci. To właśnie siła popędu śmierci i zawiści może uszkadzać coś dobrego, co inni mają do zaoferowania.

Wyobraźmy sobie teraz dwa scenariusze, które opiszę poniżej.

  1. Pan X dowiedział się, że jego sąsiad – człowiek bardzo pracowity i oszczędny – kupił działkę rekreacyjną. Jego reakcja na tę informację wywołała w nim nieprzyjemne uczucie. Pomyślał, że sąsiad pewnie prowadzi nielegalne interesy. Ten sposób myślenia spowodował, że w oczach Pana X działka sąsiada okazała się mało atrakcyjna. Patrząc na to z boku, czujemy, że Pan X zastosował pewien „scenariusz myślowy”. Po prostu nie mógł znieść świadomości, że sąsiad ma coś, czego on sam nie ma. By poradzić sobie z tą bolesną prawdą, zdewaluował wizerunek sąsiada i jego posesję.
  2. Pan X, gdy dowiedział się o zakupie sąsiada, poszedł do niego i otwarcie powiedział mu o swojej zazdrości. Jednocześnie pogratulował mu, uznając jego przedsiębiorczość. Zaczął zastanawiać się, co mógłby zrobić i jakie siły w sobie uruchomić, by kupić w przyszłości ziemię. Analizując tę sytuację widzimy, że Pan X – chociaż poczuł zazdrość – zainspirował się kolegą. Osiągnięcie sąsiada nie podważyło jego dobrego myślenia o sobie.

Przytaczam te dwa scenariusze, aby powiedzieć, że u osób przejawiających głębokie cechy narcystyczne ten drugi scenariusz jest niemożliwy. Nietrudno się domyśleć, że taki sposób funkcjonowania bardzo utrudnia życie w relacjach.

Narcyzm – jak można pomóc?

W terapii jest szansa na przepracowywanie wczesnych traum i deficytów – dzięki temu taki sposób obrony nie jest tak potrzebny. Proces terapii to nawiązanie intymnej więzi, w której odtwarzają się problemy relacyjne z życia codziennego. Stanowi to szansę na uświadomienie sobie trudności i pracę nad nimi z terapeutą.

Pisząc artykuł korzystałam z:

  • Roger Duffresne – „Słuchając narcyza”
  • Neville Symington – „Narcyzm”
  • D.W. Winnicott – rozdział Lustrzana rola matki w „Zabawa a rzeczywistość”
narcyzm psychoterapia ursynów sylwia wieczorek
Napisała Sylwia Wieczorek

Dorosłe dzieci – o zjawisku parentyfikacji cz.1

Kim są Dorosłe Dzieci?

Dzieci w roli dorosłych – wykazujące się rozwiniętymi nad wiek umiejętnościami radzenia sobie, postrzegane jako dzielne, pomocne, lojalne. Dzieci, które wcześnie w życiu uczą się pracować, zarabiać, opiekować się chorym członkiem rodziny, być powiernikiem problemów rodzica. Te, które swoje dziecięce potrzeby i naturalny rozwój musiały zostawić na rzecz pseudodorosłości. I te, które potem z trudem odnajdują się w prawdziwym dorosłym życiu.
Ich doświadczenie przedwczesnego wchodzenia w dorosły świat przy deficycie opieki ze strony rodziców zostało opisane jako parentyfikacja.

Czym jest parentyfikacja?

Określenia „parentyfikacja” używamy do opisu przewlekłej sytuacji, w której dziecko pełni funkcję opiekuna lub partnera dla swojego rodzica. Inaczej jest to odwrócenie ról w rodzinie – dziecko, zamiast otrzymywać opiekę, jest nią obarczone. O parentyfikacji mówimy, gdy obciążenie, które to ze sobą niesie dla dziecka, przekracza jego możliwości radzenia sobie. Osoby, które w swoim życiu były „rodzicami” lub „partnerami” swoich rodziców, w dorosłości często cierpią na depresję, mają niskie poczucie własnej wartości, przeżywają wzmożony wstyd i poczucie winy, mają problemy w relacjach z ludźmi, unikają bliskości, cierpią na zaburzenia psychosomatyczne, mają problemy z fizycznym lub/i emocjonalnym odseparowaniem się od rodziny pochodzenia.
Polska psychoanalityczka Katarzyna Schier dokonała szerokiej analizy sytuacji dziecka, które zostaje przez rodziców postawione wobec wyzwania odwrócenia emocjonalnej lub instrumentalnej opieki, przekraczającego jego możliwości adaptacyjne. Schier opisuje, jak w efekcie tego procesu u dziecka wytwarzają się zarówno nadzwyczajne umiejętności, jak i trwałe deficyty rozwojowe w obszarze przywiązania i zaufania.

Dlaczego dziecko staje się „dorosłe”?

Zjawisko parentyfikacji Schier odnosi do teorii przywiązania autorstwa brytyjskiego psychiatry i psychoanalityka Johna Bowlby`ego. Teoria ta mówi, że dziecko od urodzenia poszukuje kontaktu z dorosłym, ponieważ ta więź zapewnia mu przetrwanie. Jeżeli dorosły nie spełnia tej funkcji, sytuacja ulega odwróceniu i dziecko uruchamia w sobie system opieki wobec rodzica. Jego indywidualne potrzeby związane z więzią muszą wówczas zostać wycofane, gdyż tylko taka strategia umożliwia utrzymanie bliskości z rodzicami.

Jakie funkcje pełni „dorosłe” dziecko?

Opieka dziecka nad rodzicem może mieć charakter instrumentalny lub/i emocjonalny. To, co jest wspólne dla obu rodzajów parentyfikacji, to fakt, że dziecko istnieje poprzez funkcję, którą pełni. Schier wymienia typowe dla każdego z rodzajów parentyfikacji role, pełnione przez dziecko w rodzinie.

Parentyfikację instrumentalną rozumie się jako troskę o fizyczną egzystencję rodziny. Dziecko jest wówczas odpowiedzialne za zarabianie pieniędzy, opiekę nad rodzeństwem lub chorym rodzicem, sprzątanie, robienie zakupów czy gotowanie. Dziecko pełni więc rolę Służącego, Opiekuna rodzica lub Opiekuna rodzeństwa.

Parentyfikacja emocjonalna dotyczy zaspokajania przez dziecko emocjonalnych, społecznych, a nawet seksualnych potrzeb opiekunów. Dziecko jest powiernikiem rodzica, rozjemcą w konfliktach pomiędzy rodzicami, emocjonalnym wsparciem dla rodzica, kontenerem dla jego trudnych emocji lub partnerem, w tym również partnerem seksualnym. Dziecko pełni więc rolę Bufora/ Mediatora w konfliktach, Terapeuty/ Powiernika lub Partnera życiowego/Partnera seksualnego.

Kiedy parentyfikacja jest destrukcyjna?

Często mamy do czynienia z sytuacją, w której dzieciom są powierzane odpowiedzialne zadania, typowo przypisane dorosłym. Dziecko dzięki przejmowaniu funkcji i zadań osoby dorosłej może rozwijać swoją sprawczość i nabywać nowych kompetencji. Można powiedzieć, że jest to dobre dla jego rozwoju, o ile odpowiada jego możliwościom zwiazanym z płcią, wiekiem, konstrukcją psychiczną. Kiedy zadania stawiane przed dzieckiem przekraczają jego możliwości, parentyfikacja staje się procesem destrukcyjnym dla jego psychiki. Możemy wyobrazić sobie różnicę pomiędzy zaopiekowaniem się młodszym rodzeństwem a zaopiekowaniem się depresyjnym rodzicem.

Jest szereg okoliczności sprzyjających destrukcyjnej parentyfikacji. Dzieci są bardziej na nią narażone, jeżeli żyją w rodzinach, w których rodzice lub rodzeństwo jest przewlekle chore fizycznie lub psychicznie, gdy są wychowywanie przez jednego rodzica, gdy rodzice pozostają w silnym konflikcie małżeńskim, gdy są uzależnieni od alkoholu lub substancji psychoaktywnych, gdy są bardzo ubodzy lub są emigrantami.

Innym czynnikiem są cechy osobowościowe dziecka, jego płeć i pozycja wśród rodzeństwa. Nie wszystkie dzieci w rodzinie doświadczają parentyfikacji, w tej roli często znajduje się dziecko najbardziej wrażliwe, empatyczne, dziecko najstarsze lub dziecko płci żeńskiej. Chłopcy częściej stają się osobami zarabiającymi i powiernikami swoich matek. Dziewczynki częściej zajmują się domem i pełnią funkcje opiekuńcze wobec członków rodziny.

Znaczący dla rozwoju destrukcyjnej parentyfikacji jest deficyt rodzica w umiejętności opiekowania się dzieckiem. Rodzic może zapewniać tylko instrumentalną opiekę (karmić, zaspokajać potrzeby materialne), nie widząc, że dziecko ma również potrzeby emocjonalne. Może być tak skupiony na własnych stanach emocjonalnych, że nie ma psychicznej przestrzeni na dostrzeżenie potrzeb swojego dziecka. Wynika to nie tylko z realnie trudnej sytuacji życiowej (jak np. przewlekła choroba czy ubóstwo), lecz również z powielania przez rodzica własnych doświadczeń z przeszłości. Skutki parentyfikacji są natomiast łagodniejsze, jeżeli w społecznym otoczeniu dziecka znajduje się choć jedna osoba, która jest dla niego dobrym opiekunem.

Jakie skutki ma parentyfikacja dla dziecka? Co się dzieje z takim dzieckiem, kiedy staje się dorosłe? O tym piszę w drugiej części tekstu.

 

parentyfikacja psychoterapia ursynów ewa szczygielska
Napisała Ewa Szczygielska

Tekst oparłam na książce Katarzyny Schier (2015) „Dorosłe dzieci. Psychologiczna problematyka odwrócenia ról w rodzinie”. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR
Zdjęcie: Angel Lopez, źródło: Unplash

Dorosłe dzieci – o zjawisku parentyfikacji cz.2

W pierwszej części tekstu opisałam, czym jest parentyfikacja. W drugiej części skupiam się na tym, jakie są jej skutki i jaka jest rola psychoterapii w wychodzeniu w pozycji sparentyfikowanego dziecka.

Jakie są skutki parentyfikacji w dzieciństwie?

Skutki parentyfikacji zależą od kilku czynników. Zewnętrznych: od zakresu „zadań” dziecka, długości ich trwania, osoby, którą się opiekuje, dostępnego systemu wsparcia społecznego. Wewnętrznych: od wieku i cech osobowych dziecka. Jeżeli dziecko posiada pewien szczególny zestaw cech, w tym inteligencję społeczną i poczucie humoru, kiedy jest atrakcyjne fizycznie lub kiedy ma wsparcie społeczne ze strony przynajmniej jednej osoby w swoim otoczeniu – mówimy o rezyliencji. Oznacza to, że dziecko jest bardziej odporne na negatywne skutki parentyfikacji.

Co dzieje się ze sparentyfikowanym dzieckiem? Z perspektywy psychoanalitycznej relacji z  obiektem dziecko musi poświęcić własne Ja na rzecz utrzymania relacji z opiekunem.  W przeżyciu takim zostaje zniszczone podstawowe zaufanie Ja do pomocnego i empatycznego obiektu (rodzica). Jeżeli pierwotnie rodzic zaniedbywał potrzeby dziecka i nie dostrzegał go jako OSOBY, to dziecko samo siebie uczy się traktować instrumentalnie, czyli poprzez pełnienie pewnych FUNKCJI. Można powiedzieć, że dziecko musi nieświadomie zrezygnować ze znaczącej części swojego Dziecięcego Ja. Skupiając się na utrzymaniu więzi poprzez opiekę nad rodzicem musi poświęcić własne potrzeby rozwojowe. Nie uczy się dostrzegać swoich potrzeb, określać swoich stanów emocjonalnych. Powoduje to trwałe „niewidzenie” znacznych obszarów swojego życia.

Struktura psychiczna rozwija się w taki sposób, aby przystosować się do wymogów otoczenia. W miejsce prawdziwego Ja rozwija się Fałszywe Ja, nastawione na spełniania oczekiwań z zewnątrz. Struktura Fałszywego Ja może być wzmacniania – dziecko może słyszeć, że jest „dzielne” albo „silne” – buduje to obraz samego siebie jako dającego opiekę.

Dzieci takie mogą być nad wiek dojrzałe w sprawach, które dotyczą rodziny. Jednak nie mając kontaktu ze swoim Dziecięcym Ja, z obszarem własnych potrzeb, ze swoją spontanicznością, mogą być zagubione w innych obszarach życia. Dziecko nie ma miejsca na prawdziwe, spontaniczne potrzeby, ich miejsce zajmuje realizacja cudzych oczekiwań, narzucony przez otoczenie obraz Ja. Sytuacja rozgrywająca się z obszarze relacji z innymi zostaje z czasem uwewnętrzniona. Nie potrzeba już realnych zewnętrznych osób, aby siebie nie dostrzegać i nadużywać. Rzeczywistość zewnętrzna „dopasowuje się” do wewnętrznej konstrukcji psychicznej, podtrzymując utrwalony schemat.

Jakie są skutki destrukcyjnej parentyfikacji w dorosłości?

 

Schier wymienia cztery główne obszary konsekwencji doświadczenia w dzieciństwie destrukcyjnej parentyfikacji.

Pierwszym jest trudność w regulacji uczuć i rozumieniu swoich stanów psychicznych. Dziecko wychowane przez osobę pochłoniętą własnymi stanami psychicznymi nie ma możliwości zbudowania własnej stabilnej i zdrowej struktury. Rodzic nie „widzi” dziecka, więc nie może pomagać mu w określaniu tego, co się z nim dzieje. Dziecko nie uczy się uspokajać, regulować wewnętrznie swoich emocji. W dorosłości może więc poszukiwać zewnętrznych regulatorów napięcia, takich jak używki i innego rodzaju substancje lub czynności. Emocje nie mogą być, zgodnie ze swoją funkcją, informacją użytą do zrozumienia i poprawy swojej sytuacji. Są bardziej odczuwane jako napięcie, które domaga się rozładowania. Rozładowanie, poprzez kompulsywne działanie lub poprzez sięgniecie zewnętrzny „uspokajacz” utrwala i pogarsza sytuację.

Drugim obszarem jest depresja. Dziecko, które doświadczyło parentyfikacji, nie mogło zbudować bezpiecznej więzi z rodzicem. Nie tylko nie znajdywało w nim odzwierciedlenia dla siebie samego, lecz samo musiało być odzwierciedleniem dla stanów rodzica i kontenerem dla jego emocji. W związku z tym w rozwoju brakuje bazy, na której może powstać stabilna struktura wewnętrzna Ja. Życie w emocjonalnym deficycie niesie ze sobą poczucie pustki i braku. Funkcjonowanie w wyuczonym skupieniu na potrzebach innych sprawia, że osoba nie wie, jakie są JEJ potrzeby. Pułapka Fałszywego Ja podtrzymuje sytuację psychicznego deficytu, a trudność czerpania z relacji z innymi ludźmi utrzymuje emocjonalny głód. Osoba dorosła może doświadczać wypalenia związanego z nadużywaniem siebie na rzecz innych. Wszystkie te czynniki składają się na obraz wysokiego ryzyka depresji.

Trzeci obszar to problemy w obszarze separacji. Osoby, które doświadczyły odwrócenia ról, były używane do zaspokajania emocjonalnych i fizycznych potrzeb opiekunów. Nie nauczyły się, że można mieć odrębne potrzeby, własne wybory, że ktoś może sam radzić sobie z trudnościami życiowymi i emocjonalnymi. W rezultacie w życiu dorosłym osoby takie mogą mieć trudność w odróżnieniu własnych pragnień i opinii od tych, które mają inni ludzie. Jeżeli sami byli przedłużeniem Ja swojego rodzica, nie spostrzegają innych jako różnych, odrębnych od siebie. Mogą mieć skłonność do przejmowania za innych odpowiedzialności, ingerowania w czyjąś autonomię, rozwiązywania cudzych problemów. Podobnie mogą oczekiwać, że inni będą się zachowywali w bardzo określony, zgodny z oczekiwaniami sposób. W związku z tym przeżywają złość i rozczarowanie, w sytuacji kiedy ludzie postępują inaczej. Typowe jest też pozostawanie w relacji opartej na kontroli, zarówno w relacji z rodziną pochodzenia, jak i z innymi ważnymi osobami.

Czwarty obszar to zaburzenia na poziomie ciała. Ja cielesne kształtuje się w relacji z jego pierwotnym opiekunem. W zależności od wzorca więzi psychicznej, na podstawie szczególnych doświadczeń dziecko buduje obraz swojego ciała. Dorosłe osoby, które doświadczyły parentyfikacji mają zaburzony obraz swojego ciała. Mogą je traktować jako niewidzialne, obce lub złe. Badanie (Schier, Kaniowski, Szumiał, 2012) pokazuje, że osoba z doświadczeniem przeszłej lub obecnej parentyfikacji przeżywa swoje ciało jako mniej atrakcyjne, mniej sprawne fizycznie, mniej witalne, mniej zdrowie. Również w mniejszym stopniu je akceptuje.

Innym obszarem reakcji ciała na doświadczenie związane z parentyfikacją są choroby psychosomatyczne. Przyczyną podatności na zaburzenia psychosomatyczne mogą być różne czynniki. Jednym z nich może być nawet osłabienie układu odpornościowego u dziecka, które ma mało doświadczeń dobrego karmienia i dotyku opiekuna. Kluczowym wydaje się być natomiast trudność regulacji emocji, opisywana powyżej. Kiedy napięcie psychiczne nie może być opracowywane z wykorzystaniem istniejących struktur psychicznych (zmentalizowane), zostaje przekształcone na stany cielesne. Kiedy nie możemy czegoś wyrazić słowami, zaczyna mówić ciało. Więcej o tym piszę w moim poprzednim tekście „Trauma zamknięta w ciele”

Jak wyjść z pułapki parentyfikacji?

 

Psychoterapeutyczna praca nad parentyfikacją i jej skutkami jest wieloaspektowa. Wymaga przede wszystkim rozpoznania i nazwania doświadczenia odwrócenia ról. Wiąże się to ze zmianą wewnętrznego obrazu opiekunów z okresu dzieciństwa lub/i dorosłości. Utrata utrwalonego obrazu rodziców i relacji z nimi daje możliwość pozytywnej rekonstrukcji własnego życia, jednak jest obarczona przeżyciem emocjonalnej żałoby. W procesie rozpoznawania, co się wydarzyło i dlaczego pomaga rozpoznanie szerszego kontekstu rodzinnego i społecznego. Zrozumieniu, z jakich własnych powodów rodzice nie mogli wypełnić swojej opiekuńczej funkcji wobec dziecka przynosi ulgę w przeżyciu i zaakceptowaniu relacyjnej straty.

Osoba korzystająca z psychoterapii może uczyć się, że więź z drugim człowiekiem nie musi wiązać się z nadużyciem. Może zacząć doświadczać, że nie musi być tylko dawcą, że może też czerpać w relacjach. Poprzez rozpoznawanie obszaru własnych potrzeb i odnajdywanie prawdziwego Ja może budować oparcie w postaci poczucia własnej wartości i uwalniać się od potrzeby aprobaty. Zaczyna wychodzić z cienia osoby opiekuna, stawać się widzialna, budować własny świat i uczyć się korzystania z własnego sprawstwa. Może powoli wypełniać poczucie wewnętrznej pustki. Dobrym znakiem jest zwiększenie się ilości przeżywania pozytywnych emocji. Ze względu na głęboki charakter problemu praca psychoterapeutyczna w przypadku doświadczenia parentyfikacji jest zazwyczaj długotrwała.

 

parentyfikacja psychoterapia ursynów ewa szczygielska
Napisała Ewa Szczygielska

Tekst oparłam na książce Katarzynhy Schier (2015) „Dorosłe dzieci. Psychologiczna problematyka odwrócenia ról w rodzinie”. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR
Zdjęcie: Raul Najer, źródło: Unplash

Certyfikacja w psychoterapii – dlaczego jest ważna?

Certyfikacja w psychoterapii jest ważna, ponieważ jest wiele osób wykonujących zawód psychoterapeuty. Widzimy, jak często hasło „psychoterapia Warszawa” jest wpisywane do wyszukiwarki internetowej. Czy jednak wpisujący je wiedzą, kogo tak naprawdę szukają? Ten wpis pomoże Ci zrozumieć, dlaczego certyfikacja ma znaczenie dla pacjenta. 

Na początek definicja – psychoterapeuta to osoba, która ukończyła studia magisterskie (nie muszą to być studia psychologiczne) i odbyła szkolenie psychoterapeutyczne. Jest to definicja robocza – w Polsce nie wypracowaliśmy do tej pory ustawy o zawodzie psychoterapeuty i praktycznie każdy, kto ma na to ochotę, może otworzyć gabinet i prowadzić psychoterapię. Dlatego warto zwracać uwagę, do kogo zgłaszasz się na psychoterapię. Ukończenie studiów psychologicznych nie daje ani wiedzy, ani koniecznego doświadczenia do tego, by pracować jako psychoterapeuta. Lekarz psychiatra może też prowadzić psychoterapię,  jeśli tylko ma ukończone szkolenie w tym kierunku. Tylko psychiatrzy mogą prowadzić farmakoterapię. 

Jesteśmy psychologami – absolwentami Uniwersytetu Warszawskiego oraz Uniwersytetu Lubelskiego. Psychoterapię prowadzimy w Warszawie. Wszyscy odbyliśmy wieloletnie (4- 5 letnie) szkolenia psychoterapeutyczne (szczegółowe informacje w zakładce: Zespół). Podczas naszych szkoleń zapoznaliśmy się z wiedzą na temat mechanizmów ludzkiego funkcjonowania i technik terapeutycznej pracy oraz zdobyliśmy doświadczenie własnej psychoterapii. Każdy psychoterapeuta powinien przejść psychoterapię – jest to niezwykle istotne w minimalizowaniu wpływu swoich nierozwiązanych konfliktów na pacjentów. Każdy z nas ma za sobą własną długoterminową psychoterapię.

Kim jest certyfikowany psychoterapeuta?

W Polsce istnieją różne towarzystwa zrzeszające i certyfikujące profesjonalnych psychoterapeutów. Certyfikacja w psychoterapii potwierdza teoretyczne i praktyczne przygotowanie psychoterapeuty do prowadzenia psychoterapii.

W zespole Pracowni Perspektywy kończyliśmy różne szkolenia i mamy certyfikaty różnych towarzystw. Aby je zdobyć, każdy z nas musiał:

  • ukończyć co najmniej 4-letnie szkolenie psychoterapeutyczne,
  • odbyć staż kliniczny z pacjentami o różnej diagnozie,
  • zdobyć minimum 5-letnie doświadczenie zawodowe (przyjmując minimum 10 pacjentów tygodniowo),
  • odbyć własną psychoterapię lub psychoanalizę,
  • prowadzić psychoterapię pod stałą superwizją (czyli omawiać prowadzone przez siebie procesy z bardziej doświadczonym, certyfikowanym psychoterapeutą),
  • zdać egzamin certyfikacyjny sprawdzający wiedzę teoretyczną oraz praktyczne umiejętności związane z prowadzeniem psychoterapii.

Certyfikacja w psychoterapii w Pracowni Psychoterapii PERSPEKTYWY Warszawa

Jesteśmy certyfikowani przez:

Psychoterapia szkoleniowa – możemy prowadzić psychoterapię szkoleniową osób ubiegających się o certyfikat Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

Certyfikacja i co dalej?

Certyfikat psychoterapeuty przyznawany jest na czas określony. Aby utrzymać jego ważność, jesteśmy zobowiązani do stałego podnoszenia naszych kompetencji zawodowych – udziału w seminariach specjalistycznych oraz konferencjach, poddawania naszej pracy regularnej superwizji. Aktualnie, Karolina Pniewska i Edward Buzun biorą udział w seminarium na temat psychoanalitycznej pracy z parami (seminarium prowadzone przez brytyjskich psychoanalityków z Tavistock Relationships), Hanna Lisowska bierze udział w seminarium podyplomowym Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychoanalitycznej. Karolina Pniewska i Sylwia Wieczorek są również uczestniczkami Studium Psychoterapii Psychoanalitycznej, gdzie szkolą się w zakresie psychoanalitycznej psychoterapii dorosłych. Ewa Szczygielska jest aktualnie w trakcie procesu certyfikacyjnego w Polskim Towarzystwie Psychologicznym oraz uczestniczy w seminarium „Los człowieka w ujęciu psychoanalitycznym” u Krzysztofa Srebrnego. Wszyscy korzystamy ze stałej superwizji superwizorów PTP, PTPP oraz PTPa.

 

Certyfikat w psychoterapii psychoterapia ursynów karolina pniewska
Napisała Karolina Pniewska

Gabinet terapeuty – jak wygląda praca?

Gabinet terapeuty to miejsce, w którym odbywa się ważna praca pacjenta. Praca, ponieważ terapeuta nie przepisuje recepty.

Dlaczego psychoterapia nie obiecuje szczęścia i spełnienia życzeń? Może to byłby najlepszy sposób na uspokojenie naszych lęków, smutków i złości?

Podobnie, jak lekarz przepisuje receptę na odpowiedni lek, tak terapeuta mógłby zaspokoić różne potrzeby, lub chociaż obdzielić kilkoma radami. Czy zaspokojenie potrzeb, symbolicznie przypominające wypicie ambrozji, nie jest jednak nadmiernym uproszczeniem? Bardzo chcielibyśmy, żeby sprawy wyglądały prosto, ale czy wtedy możemy działać wystarczająco skutecznie?

Psychika, zdrowie – jak to działa?

Niedawno oglądałem film o tym, jak działają biologiczne mechanizmy w ciele. Użyto tam porównania organizmu człowieka do samochodu. Nie jest to jednak zwykłe auto, lecz pojazd, który się zmienia w czasie jazdy. Działają w nim procesy, które stale przebudowują pojazd, naprawiają zużyte elementy i oczywiście przetwarzają energię.

Z tego powodu dobrzy lekarze, oprócz leku na konkretny objaw, zalecają często dodatkowe działania – np. dietę lub zmianę funkcjonowania. Zdają sobie sprawę, że zdrowie jest dynamicznym stanem – możemy je utrzymywać, jeśli potrzebne procesy w naszym organizmie działają poprawnie.

Podobnie jest z psychiką. Najczęściej pacjenci szukają pomocy, kiedy po raz kolejny doświadczają problemów. To moment, w którym można pomyśleć „to nie przypadek”. Rodzi się intuicja, że coś dzieje się nie tylko na zewnątrz, ale także w środku nas. Coś działa, się objawia np. tym, że boimy się “być na widoku”. Istnieje dosyć złożona dynamika sił wewnętrznych połączonych z siłami, które wpływają na nas od zewnątrz. Pod pojęciem sił rozumiem emocje, potrzeby, schematy myślenia i wzorce relacji.

Jak można wyjaśnić cierpienia?

Już filozofowie próbowali wyjaśnić źródła naszych doświadczeń i cierpień. Artur Schopenhauer był zdania, że nasz ludzki rozum nie jest panem we własnym domu, lecz jedynie świadkiem działających w nas sił podtrzymujących życie. Ciągle mamy potrzeby, które trzeba zaspokajać, które pchają nas w jedną, albo drugą stronę. Bardzo chcielibyśmy czuć się wolni. Jednak możemy być wolni tylko w pewnych ramach, wyznaczonych chociażby tym, że posiadamy pewne potrzeby, które stale popychają nas do różnych działań i w stronę różnych ludzi.

Najbardziej znany gabinet terapeuty to zapewne ojca psychoanalizy – Freuda. Aby opisać procesy zachodzące w psychice, sformułował on koncepcję konfliktu wewnętrznego. Ta koncepcja odnosi się do naszego codziennego doświadczenia. Każdy z nas podejmuje decyzję co robić w wolnym czasie: pójść na siłownię czy poleżeć w domu; spotkać się ze znajomymi czy samemu obejrzeć film. Podejmowanie tych decyzji zależy właśnie od tego, jak działa nasza psychika. Inaczej jest, gdy czujemy, że sami możemy dokonać wolnego wyboru, a inaczej, gdy oglądamy się na innych – co znajomi lub rodzice zrobiliby na naszym miejscu.

Wracając do metafory samochodu – nie możemy posługiwać się jednym pojazdem przez całe życie. W ciągu życia jego funkcje muszą się zmieniać. Dlaczego? W kolejnych okresach życia czekają nas różne zadania rozwojowe. Zwrócił na to uwagę Erik Erikson w teorii rozwoju psychospołecznego. Etapy naszego rozwoju mają swoje specyficzne istotne płaszczyzny, których przejście kształtuje potrzebne nam umiejętności. Na przykład w młodości podejmujemy decyzję o budowaniu intymnego związku. Wtedy nasze przeżycia wyrażają albo potrzebę bycia bliską osobą albo potrzebą bycia niezależnym i odrębnym. Rozwiązanie napięcia pomiędzy tymi dwiema stronami może owocować nawiązaniem intymnego związku z zachowaniem poczucia tożsamości.

Gabinet terapeuty – co jest ważne w pracy?

gabinet terapeuty
Kameralny i dyskretny gabinet

Po podjęciu terapii u pacjentów następuje dosyć szybka poprawa i ulga w objawach. Wiele badań dotyczących psychoterapii różnych nurtów potwierdza, że znaczącym czynnikiem leczącym jest relacja terapeutyczna. Jest to możliwe właśnie podczas pracy w gabinecie. Nawiązanie relacji z kimś kto wysłucha, poświęca uwagę sprzyja temu, że obdarzamy go zaufaniem i czynimy go kimś znaczącym. To ma niewątpliwie dobry wpływ na samopoczucie.

Kluczowe jest jednak ukształtowanie takich mechanizmów, które sprawią, że po skończeniu psychoterapii świeżo odzyskana równowaga i dobre samopoczucie utrzyma się i będzie „w rękach” potrzebującego pomocy. Tu właśnie istnieją różnice, które można wywieść wręcz z różnych filozoficznych perspektyw przyjmowanych – zarówno przez poszczególne nurty psychoterapii, jak też przez samych psychoterapeutów. Można np. stwierdzić, że jedyne co jest potrzebne, to uwolnienie od cierpienia poprzez katharsis tak, aby procesy łączące psychikę i ciało zrobiły resztę pracy i same doprowadziły do homeostazy.

Gabinet terapeuty to miejsce, gdzie – w psychoterapii psychoanalitycznej – szukamy przyczyn, dla których procesy utrzymujące psychikę w równowadze nie działają prawidłowo. Pomysły na to są różnorakie.

Jakie problemy mogą mieć pacjenci?

Mogą to być kwestie omówione pokrótce poniżej.

  • Konflikt wewnętrzny – np. naukowiec lub twórca może odczuwać niemoc twórczą. Z jednej strony pragnienie, aby być kreatywnym lub zyskać sławę zderza się z lękiem, że doprowadzi to do konkurowania z ojcem i utraty jego akceptacji (nie tylko w realnej relacji, może to być symboliczne przeżycie i obejmować sytuacje, kiedy ojciec już zmarł). Budzi to poczucie winy, które tworzy depresyjny objaw. Można w czasie psychoterapii poprzez wgląd osłabić działanie tego konfliktu.
  • Ustalanie granic – jak ustalamy granicę, gdzie się kończę ja i gdzie już się zaczyna druga osoba? Odpowiadając na takie pytanie, określamy się i wyrażamy swoją tożsamość. Wydaje się to proste, jednak do terapii dosyć często przychodzą pacjenci z objawami, które wynikają z tego, że robią wszystko to czego oczekuje otoczenie. Nie tylko robią ale myślą o sobie zgodnie z oczekiwaniami społecznymi. Taki sposób podejścia do siebie nazywany jest w psychologii fałszywym self. Prawdziwe self zaś to jest to co sami czujemy i myślimy o sobie.
  • Mentalizacja – tak w psychologii nazywa się zdolność odróżnienia własnej psychiki od psychiki innej osoby. Tak określa się także możliwość wyobrażenia sobie uczuć i motywacji innych osób, które niekoniecznie muszą się pokrywać z naszymi uczuciami i motywacjami. Braki w zakresie mentalizacji powstają w dosyć wczesnym okresie życia, kiedy uczymy się rozpoznawać na podstawie zachowania, co czują inni. Dzieci, bawiąc się ze sobą, doświadczają sytuacji, kiedy ktoś kogoś szturchnie lub zabierze zabawkę. Dzieci wtedy same albo oglądając się na mamę, próbują odczytać, o co chodzi koledze lub koleżance. Próbują określić, czy to wyraz złości, zazdrości, a może ciekawości i chęci do wspólnej zabawy.

Relacje i relacje z obiektem

Piszę w tym tekście niemal cały czas „ja i ktoś”; „ja i druga osoba”. Jesteśmy zanurzeni w wiele relacji. Co więcej, istnieją one nie tylko na zewnątrz. Kiedy kogoś nie ma obok nas, dalej mamy pewien obraz tej osoby, myślimy o niej, bo przechowujemy w środku tę relację. Jest to jedno z największych osiągnięć, których uczą się dzieci – kiedy mama znika, nie znaczy, że odchodzi na zawsze, tylko wróci z powrotem.

W psychologii istnieje nurt zajmujący się relacją z obiektem – obiektem jest obraz bliskiej osoby, który nosimy w sobie. Okazuje się, że nie tylko przechowujemy obraz tych pierwszych relacji (najczęściej z rodzicami), ale wpływa on na to, jak patrzymy na ludzi wokół. Gabinet terapeuty to miejsce pomocy dla osób, które zastanawiają się „co się dzieje, że ciągle powtarzam związek z kimś, kto mnie zaniedbuje?”. Celem takiej terapii będzie praca nad większą zdolnością pacjenta do szukania ludzi z potencjałem udanego związku.

Innym przykładem, jak działa relacja z obiektem może być udany związek, w którym ciągle możemy mieć wrażenie, że partner jest zazdrosny o sukcesy. W czasie pracy w gabinecie terapeuty może się okazać, że wynika to z rzutowania na partnera swoich przeżyć z relacji z osobami znaczącymi. W tym przykładzie matka mogła być zazdrosna o sukcesy – bycie pięknym i młodym z przyszłością stojącą otworem może budzić dumę i radość rodziców, ale też ich zazdrość czy zawiść.

Jakie mogą być cele terapii?

Cele określone powyżej nie są katalogiem celów, z którym przychodzą do terapeuty pacjenci. Gabinet terapeuty to miejsce, gdzie potrzebna jest wspólna praca nad tym, co objawy mówią o podstawach naszego funkcjonowania. W ten sposób terapia jest raczej wspólnym odkrywaniem. Choć opisałem tu różne teorie, każdy z nas ma na tyle indywidualne i unikalne doświadczenie, że nie da się użyć gotowego schematu w taki sposób, aby był najbardziej skuteczny.

Wyobraźmy sobie, że po pomoc przychodzi osoba, która ma trudności w znalezieniu satysfakcjonującej pracy lub w skończeniu studiów. Wspólna rozmowa pomaga połączyć początkowe zewnętrzne trudności z procesami wewnętrznymi. W tym przypadku, w trakcie pracy i zwiększania świadomości może się okazać, że to objawy konfliktu przed wejściem w dorosłość i oddzielania się od rodziny pochodzenia. Kłopot z oddzieleniem się może też występować u tych, którzy już wyprowadzili się z domu rodzinnego – nie chodzi tylko o fizyczne oddzielenie, ale też o psychiczną separację.

Czy poprawą mogą być tylko zmiany? Nie tylko. Czasami uleczeniem jest zaprzestanie kolejnych działań – jeśli nie można czegoś zmienić. Wtedy efekt terapeutyczny daje akceptacja. Temperament, który dostajemy w swoim genetycznym dziedzictwie według różnych badań okazuje się trudny do zmodyfikowania. Podobnie jest z innymi dziedziczonymi genetycznie cechami – zarówno chorób, ale też np. wyglądu i budowy fizycznej, które mogą mieć wpływ na to, jak się czujemy ze sobą i z innymi.

Kolejnym obszarem pracy są istniejące choroby somatyczne – np. stwardnienie rozsiane, albo borelioza. Mogą one mieć wpływ na psychikę i pojawienie się objawów depresji.

Trudno zmienić przeszłość – nie zmienimy samych zdarzeń, które nas spotkały. Możemy pracować nad tym, jak przeszłość na nas działa.
Takim miejscem pracy nad przeszłością jest gabinet terapeuty.

 

Przy pisaniu tekstu korzystałem z książek:

 

cele terapii i relacja terapeutyczna psychoterapia ursynów edward buzun
Napisał Edward Buzun